/  Lifestyle & Sport

Kiedy otrzymałam zaproszenie od Aleksandry Szmigiel do projektu „(not) ordinary girl”, poczułam że chcę być jego częścią. To nie są zwykłe zdjęcia, one opowiadają historię każdej z nas. Pasję, miłość i trudy bycia kobietą w sporcie.

Lekkoatletyka ukształtowała mnie jako człowieka. Nauczyła systematyczności, tego aby walczyć zawsze do końca, otwartości na świat i ludzi, cieszenia się z najmniejszych sukcesów i aby nigdy się nie poddawać. Jak zaczęła się moja droga w tym sporcie? Trenowanie rozpoczęłam jako 17-latka. Wcześniej wielokrotnie wygrywałam zawody szkolne, ale miałam wrażenie, że dzieje się tak nie dlatego, że mam talent, ale po prostu szczęście. Wszystko się zmieniło, gdy poszłam do szkoły średniej. Okazało się, że tam również dobrze sobie radzę, pomimo dużo większej konkurencji i to pchnęło mnie to tego, aby zacząć trochę poważniej myśleć o bieganiu. Podjęłam decyzję o zmianie szkoły, przeprowadziłam się do innego miasta, zamieszkałam w internacie i zaczęłam trenować
wyczynowo. Przewróciłam swoje życie do góry nogami, ale już po pół roku pracy, ja, zupełnie nieznana zawodniczka, zdobyłam swój pierwszy medal Mistrzostw Polski. Tak właśnie pokochałam lekkoatletykę.

Moje ciało wyraża mnie w stu procentach. Pokazuje, kim jestem. Jest moim narzędziem, o które dbam, aby posłużyło mi jak najdłużej. To niezwykłe, jak potrafi się przystosowywać i zmieniać. Lubię swoje ciało, choć zdarzają się chwile, kiedy myślę o tym, że jest coś, co mogłabym zmienić. Jednak to trening decyduje o tym, jak kształtuje się moja sylwetka. Jako nastolatka miałam zdecydowanie więcej kompleksów. Teraz doceniam swój organizm za wysiłek, że wciąż go popycham do morderczego treningu, a on to dzielnie znosić.
Efekt sesji przerósł moje oczekiwania. Zdjęcia w unikalny sposób wyrażają emocje, które mi towarzyszą nie tylko podczas zawodów, ale też zwykłych, treningowych dni. Pokazują siłę lekkoatletki a zarazem delikatność zwykłej kobiety.

Jak sobie pomyślę, to mam charakterek, jestem zawzięta, uparta, nie lubię „cackania” jestem realistką, nigdy nie odpuszczam, choć bym się miała czołgać…

Nie zwracam uwagi na to, gdy się potknę i przetrę kolano. Idę dalej.
Takie podejście wyniosłam z domu, zahartowana przez starszych braci, cegiełkę do tego dołożył sport. Jednocześnie lubię czuć się kobieco i lubię kiedy ktoś to we mnie dostrzega.

Myślę, że wiele z kobiet ma tak jak ja, kiedy w nawale obowiązków, padają na twarz, a tu trzeba jeszcze dzieci ogarnąć, pracować, myśleć o tym jak to zrobić, żeby dom trzymać w ryzach, ale radzą sobie.
Bo babki to silne bestyjki, a jednocześnie, no właśnie…
Doceniajmy się nawzajem.

Dziękuję autorce, Aleksandrze Szmigiel, że dostrzegła w nas siłę, nie tylko tę widoczną przez szybkość przebiegniętych okrążeń.

Zobacz też

Napisz co myślisz

Angelika Cichocka (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska& Kuba Stężycki)