/  Lifestyle & Sport

Od mistrza teakwondo dostaje kopa, Marcin Lewandowski łapie ją za kostkę, mąż biega z nią po lasach, a do boju zagrzewa indiańska muza. Efekt jest taki, że Angelika Cichocka wygrywa biegi Diamentowej Ligi i jako pierwsza Polka w historii walczy w finałach mistrzostw świata na 800 i 1500 metrów.

JACEK ANTCZAK 2017-10-14 ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY W MAGAZYNIE RUNNER’S WORLD

Angelika Cichocka należy już do biegowej elity świata. Teraz chce grać w niej pierwszoplanową rolę. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Angelika Cichocka należy już do biegowej elity świata. Teraz chce grać w niej pierwszoplanową rolę. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Bije kolejne rekordy życiowe, a na dodatek uważa, że to dopiero rozgrzewka przed następnymi sezonami. „Zaraz pogadamy, muszę tylko opanować niewielką powódź. Tak to jest ze starymi kaszubskimi piecami” – śmieje się Angelika i podśpiewuje: „To je krótczi, to je dłëdżi, to òznaczô Kaszëba…”.
Zaraz potem wybiega z domu w Dąbiach, wioseczce liczącej 188 dusz, i znika w pięknych okolicznościach przyrody Pojezierza Bytowskiego. Uwielbia to bieganie po malowniczych trasach rodzimej Szwajcarii Kaszubskiej: jej miejsca na ziemi, do którego wraca ze stadionów świata zmęczona, ale szczęśliwa. Teraz regeneruje się po morderczym – i pełnym sukcesów – sezonie. Ale już w grudniu zaczyna „budować bazę” pod kolejny. A to oznacza przebiegnięcie nawet 600 km w pierwszym miesiącu, a potem zgrupowania, na przykład w Etiopii.
I tak co sezon od 4 grudnia 2004 roku i zwycięstwa w „prestiżowym”, 900-metrowym crossie Grand Prix Bytowa. Wtedy wszystko w jej biegowym życiu się zaczęło.

Przetarg na Angelikę

„Do 17. roku życia nie widziałam żadnych zawodów lekkoatletycznych, nawet w telewizji, tartanu też nie dotknęłam” – przyznaje biegaczka.
Wcześniej nastoletnia mieszkanka malutkich Mściszewic zakładała trampki i raz do roku startowała w gminnym Biegu Niepodległości. Wygrywała z rówieśniczkami, ale nie wiedziała, że to ma znaczenie. Dopiero w pierwszej klasie technikum ekonomicznego w Kartuzach, gdy z ogromną przewagą wygrała bieg, w którym startowały trenujące od dawna biegaczki, dało jej to do myślenia. Zaczęły się z mamą rozglądać za możliwością sprawdzenia jej talentu.
„Pojechałam najpierw na dwa treningi do Gdańska do trenera Krzysztofa Szałacha – opowiada Angelika. – Chciał mnie też zobaczyć na jakichś zawodach”.
A w tym samym czasie…

Mistrzostwa świata w Londynie 2016: 6 biegów w 10 dni, 2 finały, życiówki i wspaniałe emocje. „Angie, co się stało, że Polki tak dobrze teraz biegają?” – pytają ją lekkoatleci z innych krajów. (fot.Aleksandra Szmigiel).

„Zadzwonił do mnie wujek Angeliki i zapytał, czy bym się jej nie przyjrzał, bo jest utalentowana – wspomina Jarosław Ścigała, uznany już wtedy trener biegaczy i dyrektor zespołu szkół w pobliskim Borzytuchomiu. – Umówiliśmy się, że zobaczę ją na tym crossie. Nagle ze zdziwieniem widzę, że obserwuje ją też Krzysztof, jeden z trenerów kadrowiczów. Zobaczyłem waleczną, sprawną dziewczynę, biegnącą swobodnie z dobrą techniką”.
Pomyślał więc, że ta silna Kaszubka z warkoczem mogłaby zostać niezłą biegaczką. I zrobił się z tego „przetarg na dziewczynę”. Angelika wygrała tamte przełaje, a Ścigała walkę o zawodniczkę.
„Postarałem się dla niej o internat przy technikum w Bytowie. Miała stąd blisko do domu, liczną rodzinę, więc mogła trenować w weekendy. Zdecydowały z mamą, że to na początek lepsze od skoku w wir dalekiego, wielkiego miasta” – dodaje trener, który potem przez prawie 9 lat prowadził Angelikę w klubie Talex Borzytuchom.
Trzy lata temu przeszła do teamu Tomasza Lewandowskiego, który trenuje też swego brata Marcina, jednego z najlepszych na świecie średniodystansowców. I biega coraz szybciej – od 2005 r. zdobyła 30 medali mistrzostw Polski.
Ścigała z pamięci podaje jej wyniki w zawodach. I co chwila dodaje: „Ten rezultat to był kosmos” albo „2:00.84 na 800 metrów dla 22-latki to kosmos”. Nie przesadza: Angelika robiła kosmiczne postępy. W pierwszym biegu w życiu na 1000 metrów 17-latka miała czas 3 minuty 13 sekund, a po trzech miesiącach treningów osiągnęła już 2:58.16 – to rzeczywiście kosmos. 10 września 2017 roku w Gliwicach, w ostatnim starcie tego sezonu, pobiegła na luzie 2:36.50. Rekord Polski też jest coraz bliżej. W lipcu tego samego roku w zawodach Diamentowej Ligi w Londynie pobiła zresztą rekord kraju na milę. Wyśrubowała też życiówki na 800 i 1500 m.

„Na starcie potrafię się już wyciszyć i skoncentrować, aby za chwilę czuć, że dałam z siebie wszystko”. (fot.Aleksandra Szmigiel).

„Na starcie potrafię się już wyciszyć i skoncentrować, aby za chwilę czuć, że dałam z siebie wszystko”. (fot.Aleksandra Szmigiel).

„Ale ja nigdy nie myślę o rekordach. Skupiam się, by dać z siebie wszystko. Nieważne, czy będę pierwsza, jak w Diamentowej Lidze w Rabacie, czy szósta i siódma – jak w finałach mistrzostw świata w Londynie. Ważne, bym czuła, że walczyłam do ostatniego metra. A jak przy okazji trafią się dobre warunki, szybki bieg i padnie jakiś rekord, to się nie zmartwię” – mówi Cichocka, która zanim doszła do tego, że pojawia się w świetle reflektorów jako faworytka na największych stadionach świata, o 5 rano w promieniach wschodzącego słońca zasuwała na trening w Bytowie, a po 8 godzinach w szkole wracała na następny.
„Wieczorami padałam, ale zaciskałam zęby, bo wiedziałam, że jak podjęłam odważną decyzję i tyle zmieniłam w życiu, stawiając na bieganie, to się nie poddam”. Gdy to mówi, widać, że dzisiejsza Angelika znów się zawzięła. Tyle że teraz celami są zwycięstwa i medale mistrzostw Europy, świata i igrzysk olimpijskich. „Już pokazałam, że nie jestem jakąś sierotką z Polski i tłem dla najlepszych biegaczek. Chcę i mogę wygrywać” – zapewnia.

Przepustka do biegania

Z początków biegowych Angeliki Cichockiej niezbyt zadowolony był tylko jej… instruktor żeglarstwa, bo nastolatka brała też udział w regatach. „Tylu srok za ogon bym już nie złapała” – śmieje się biegaczka, ale żeglarze w pewnym sensie dopięli swego. Angelika została… marynarzem. To wojowniczka, więc nic dziwnego, że trafiła do Marynarki Wojennej. Jest w zespole sportowym dowództwa portu wojennego w Gdyni.
Ale by móc reprezentować barwy wojskowego klubu SKLA Sopot, 3 lata temu spędziła 4 miesiące na szkoleniu w jednostce w Ustce, w tym miesiąc na poligonie. Zamiast skipów i wieloskoków było: „Padnij, powstań! Naprzód biegiem marsz!”, maskowanie i taplanie w błocie. Zamiast interwałów – marszobiegi z karabinem na ramieniu, czasem w masce przeciwgazowej na twarzy, w dwuszeregu, bez wyrywania się do przodu. Było też strzelanie, czyszczenie broni, butów i „rejonów” w koszarach.

Biegi na 800 i 1500 m mają ostatnio niezwykle mocną obsadę. Obecność wśród najlepszych Angeliki Cichockiej stała się już normą. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Biegi na 800 i 1500 m mają ostatnio niezwykle mocną obsadę. Obecność wśród najlepszych Angeliki Cichockiej stała się już normą. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Trudny czas, nie pierwszy raz w jej życiu: kontuzje, dyskwalifikacja za przekroczenie toru w mistrzostwach świata, brak postępów i decyzja o zmianie trenera, choroba serca z groźbą zakończenia kariery. Kilka razy już „padała”, ale zawsze – jak to zawzięta Kaszubka – wstawała. Jeszcze silniejsza. I biegła do przodu. Jeszcze szybciej.
W wojsku na treningi… brała przepustki. Popołudniowe, półtoragodzinne: trenowała po całym dniu służby, a potem zwalała się na pryczę. Albo wstawała o 6 rano, biegała po jednostce i wracała… przed pobudką.
„Nie miałam taryfy ulgowej. Większość kolegów mnie wspierała i podziwiała, ale i tak czasem znalazł się ktoś narzekający: »A Cichocka to co? Na przepustkę sobie biegnie, a my tu siedzimy? Pewnie ma układy«” – wspomina.

Plecenie warkocza to jeden z rytuałów przedstartowych Angeliki. Niektóre rywalki nie mają takich zwyczajów. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Plecenie warkocza to jeden z rytuałów przedstartowych Angeliki. Niektóre rywalki nie mają takich zwyczajów. (fot.Aleksandra Szmigiel).

Ale czas, kiedy wzięto ją „w kamasze”, paradoksalnie wzmocnił ją psychicznie. Pokazał, ile potrafi przetrwać. No i poczuła głód, tęsknotę za bieganiem, zrozumiała, ile daje jej radości. Wróciła na bieżnię i chwilę później zdobyła medal na halowych mistrzostwach Europy.

Złapana za kostkę

Przepustkę wzięła też na własny ślub. Z Tadeuszem Zblewskim – biegaczem, kolegą z klubu, jej wieloletnim chłopakiem.
„Mam od męża ogromne wsparcie nie tylko w życiu, ale też podczas treningów, zwłaszcza tych długich, gdzie jest dużo biegania tlenowego w drugim i trzecim zakresie intensywności” – zapewnia Angelika, która już jako 22-latka ze swoim ówczesnym chłopakiem pokonała trasę maratonu. To znaczy, on go przebiegł (Zblewski był piąty w Maratonie Wrocław, w świetnym czasie 2:26:23), a ona przejechała. Na rowerze, jako wielkie wsparcie i fotograf („Na 20. km wyglądał świetnie, biodra miał wysoko, ale potem było ciężej. Na 40. km już biedny biegł nieźle pochylony” – wspomina).

Sama nie zastanawia się jeszcze, czy kiedyś będzie startować na dłuższych dystansach i przeniesie się z bieżni na uliczne biegi. Koncentruje na tym, co ją czeka w najbliższym czasie.
„Proszę na nią popatrzeć: ma znakomite warunki fizyczne, góruje nad rywalkami, biegała przełaje. W przyszłości mogłaby spróbować 3000 m z przeszkodami” – sugeruje trener Ścigała, choć zastrzega, że o wszystkim zdecydują trener Lewandowski z Angeliką.
„O Jezus, tak mówił trener Ścigała? Trener Tomasz też mnie tym straszy, ale to pewnie żarty” – śmieje się zawodniczka. Marcin Lewandowski też zawsze ją rozbawia, kiedy padnięta wraca z treningu: podkrada się i chwyta ją za kostki.
„Nienawidzę tego, a on wciąż mi to robi. Z Marcinem mamy tego samego trenera i jak widzę, że jest w formie fizycznej i psychicznej, to wiem, że ja też jestem” – mówi Angelika, która z trenerem Tomaszem Lewandowskim wykonała gigantyczną robotę, co zaprocentowało najlepszymi wynikami i sukcesami w całej karierze.
„Jestem mu ogromnie wdzięczna. To profesjonalista w każdym calu” – zapewnia.

Warkocz i indiańska muza

W 2017 roku dwa biegi Diamentowej Ligi, a na MŚ w Londynie – jak mówią nie tylko jej fani – była szósta, czyli trzecia… wśród kobiet na 800 metrów. Angelika nie wypowiada się na temat trzech kontrowersyjnych medalistek, ale podobnie jak biegaczki z całego świata, jej trener oraz psycholog Dariusz Nowicki, czekają z nadzieją na zapowiadaną zmianę przepisów dotyczącą norm poziomu testosteronu u lekkoatletek.

Na zawodach jest ogień! (fot.Aleksandra Szmigiel).

Na zawodach jest ogień! (fot.Aleksandra Szmigiel).

Wiadomo, że wszystkie trzy („ich troje…”), są – właśnie z tych względów – poza konkurencją. „Angelika i tak zawsze walczy o zwycięstwo. Nauczyła się nie myśleć o sprawach, na które nie ma wpływu. Nie zdradzę, jak wyglądają nasze treningi mentalne, ale dostaje ode mnie porządnego KOP-a” – dr Nowicki to znakomity psycholog sportowy, ale jest też trenerem taekwondo (szósty dan). Jednak nie trenuje z biegaczką sportów walki, żeby umiała przepychać się na bieżni i w życiu. Termin „KOP” oznacza K(oncentracja), O(dporność na stres), P(ewność siebie).
„Angelika jest bardzo emocjonalna i ma za sobą wiele trudnych chwil. Wszystko sobie poukładała i wyznaczyła cele” – dodaje Nowicki, a pytany o to, czy radzi jej też, jak „ma wyglądać” na stadionie, nie obrusza się.
„Dobre pytanie. Radzę, tyle, że nie chodzi o makijaż i fryzurę, ale o postawę i mowę ciała na starcie czy rozgrzewce. Czy stoi prosto, czy ręce ma oparte o biodra, czy w wywiadzie dla telewizji nie słychać stresu i strachu, tylko pewność siebie – a tak jest teraz z Angeliką. Dojrzała do zwycięstw” – zapewnia.
A rewia mody i urody stadionach? Czy zawodniczki rywalizują na tatuaże, wymyślne paznokcie i fryzury? „Chodzi o coś innego. To jest nasza arena, teatr, w których gramy główne role. Miesiącami trenuję do tego najważniejszego startu, wiem, że jestem przygotowana fizycznie i mentalnie, więc chcę też dobrze wyglądać. To daje pewność siebie i poczucie, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Jest stres, kamery, więc się uśmiecham i macham do bliskich i kibiców, żeby pokazać im i sobie, że jestem gotowa na wszystko” – tłumaczy Angelika.

Angelika na treningu (fot.Aleksandra Szmigiel).

Angelika na treningu (fot.Aleksandra Szmigiel).

A finezyjnie spleciony warkocz musi być, gdyż nie lubi biegać z rozpuszczonymi włosami. Przeszkadzałyby i wprowadzały chaos. A Angelika ma swoje niezmienne rytuały. Obiad pięć godzin przed startem, malowanie paznokci, plecenie warkocza… Choć najpierw Kamili Lićwinko, z którą bardzo się przyjaźnią, a dopiero później własnego. Pakowanie sprzętu startowego, ubieranie dresu.
„W życiu jestem trochę roztrzepana, ale na zawodach i treningach dobrze zorganizowana – tłumaczy Angelika. – Moja rozgrzewka też zawsze wygląda tak samo, od A do Z. Truchcik, skipy, rozciąganie. Dziewczyny różnie się zachowują: jedne się modlą, inne koncentrują lub słuchają muzyki. Ja najczęściej słowiańskiej albo indiańskiej… Jest świetna do biegania, pozytywna, rytmiczna, a jak wchodzą bębny, to brzmi jak zew do walki” – radzi znakomita zawodniczka, która po prostu kocha to swoje bieganie.
„Daje wolność i satysfakcję, dzięki niemu poznałam świat, wspaniałych ludzi i mam tysiące kibiców i przyjaciół. Wszystko w życiu zawdzięczam bieganiu” – podsumowuje.

Przeczytaj także: Angelika Cichocka: O sztuce dokonywania zmian

Powiedzieli o Angeli…

Psycholog Dariusz Nowicki: „Ma w głowie zwycięstwa!”
„Nie ujawnię tajników umysłu Angeliki i szczegółów naszych treningów mentalnych. Ale mogę powiedzieć, że pracujemy razem od kilku lat i efekty widać na bieżni. Angelika, która ma za sobą wiele trudnych chwil, dojrzała i z roku na rok się wzmacnia, także psychicznie. Wyznaczyła sobie cele sportowe i poukładała życie osobiste, co jest bardzo ważne, gdyż sportowiec musi stać pewnie na obu tych nogach. Radzi sobie z emocjami.

"Jeszcze nie zdobyłam medalu mistrzostw świata "- mówi Angelika. - "Jeszcze..." (fot.Aleksandra Szmigiel).

„Jeszcze nie zdobyłam medalu mistrzostw świata „- mówi Angelika. – „Jeszcze…” (fot.Aleksandra Szmigiel).

Po wielu ćwiczeniach relaksacyjnych, oddechowych, a nawet medytacyjnych potrafi wyciszyć umysł, skoncentrować się przed startem i przeformułować negatywne emocje na pozytywne. Nie ma u niej panicznego: „Jezu, co to będzie!”, tylko: „Jestem spokojna, świetnie przygotowana i pewna siebie”. Wizualizujemy sobie nawet możliwy przebieg startów, więc jest przygotowana na wszelki rozwój sytuacji na bieżni.
Prywatnie to fajna, pogodna i pozytywnie nastawiona do ludzi dziewczyna, która ma określone cele w życiu i sporcie. A jak się jakoś rozwiąże niesprawiedliwa rywalizacja z tymi trzema „paniami” zabierającymi medale na 800 metrów – bo mimo wszystko ma się gdzieś z tyłu głowy tę niesportową sytuację – to rozbłyśnie i przysporzy sobie i polskim kibicom wielu radosnych chwil.”

Zobacz też

Napisz co myślisz

Angelika Cichocka (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska& Kuba Stężycki)